sobota, 1 marca 2014

To nie maskotka!

Do wszystkich, którzy albo nie rozumieją albo udają, że nie rozumieją. Moja dziecko to nie maskotka. Jest kochany, cudowny i wyrozumiały, ale jego cierpliwość ma swoje granice. Jest małym człowiekiem. Żyje na tym świecie zaledwie 5 miesięcy i ma ograniczoną przyswajalność bodźców. Mój syn jest delikatny i wrażliwy. Zatem nie lubi przekładania z rąk do rąk co pięć minut, krzyku, zaczepiania podczas karmienia. Usilnych prób: "Do mnie się na pewno uśmiechnie" i robienia tych wszystkich dziwnych min, łapania za rączki, nóżki i brzuszek czy ciągłego gugania. Jak mu jest źle to się nie uśmiechnie i koniec. Jak ma dość wszystkich dookoła to chce bym go zabrała tam gdzie jest cicho i spokojnie, a nie wystawiała go na starcie z kolejnymi bodźcami. To chyba łatwe do przyswojenia, prawda? Ja matka mojego dziecka proszę tylko o uszanowanie woli małej istoty, która sama nie powie, że trochę za dużo się dzieje i nie pójdzie tam gdzie chce być. Zatem póki co moim obowiązkiem jest chronić go przed tym czego nie lubi. Więc wybaczcie mój ton, ale Wit i jego samopoczucie jest dla mnie najważniejsze...

6 komentarzy:

  1. Moja Antonowka plakal od dnia narodzin non stop przez 1,5 roku. Okazalo sie, ze ma alergie i egzeme dopiero po roczku. Nie usmiechal sie do czasu kiedy nie zaczal chodzic. A smiac sie zaczal szczerze dopiero jak egzema mu zeszla. To straszne, kiedy widzisz dziecko nieszczesliwe, a ktore samo nie powie Ci co mu jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na myśl przychodzi mi fraza z pewnej piosenki, którą namiętnie słuchamy z Alą: " Dziecko też człowiek choć mały!"

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja Jadzia ma 5 lat i tez każą jej się uśmiechać do wszystkich, rozmawiać, usiąść i porozmawiać nie biorąc pod uwagę że może nie chce bo poznała dopiero daną osobę?! A z tym oddawaniem z rak do rąk dziecka to przegięcie!!! Toć to dziecko!Niech sobie swoje ponoszą! O!

    OdpowiedzUsuń
  4. Skąd ja to znam... Jestem bardzo zaborcza o mojego syna. Drażni mnie jak biorą go na ręce inne kobiety prócz mojej mamy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, bo jakoś tak ludziom się wydaje, ze dzieci są "wspólne" i "wszystkich" i każdy ma prawo je zaczepiać, tyckać, rozpieszczać (patrz obcy dający dziecku lizaka), ale też wychowywać, zwracać uwagę.
    To się zresztą zaczyna jeszcze przed narodzinami - ciężarna też jest "własnością wszystkich". Obcy ludzie roszczą sobie prawo do zagadywania o brzuch, termin, imię, ba - do dotykania brzucha. Dla mnie nie do przyjęcia.

    OdpowiedzUsuń