wtorek, 25 marca 2014

Spotkanie Blogerów

W sobotę 22 marca miałam przyjemność uczestniczyć w Spotkaniu Blogerów, które odbyło się w kawiarni Cafe L'Art de Vivre w Olsztynie. Przede wszystkim ucieszyło mnie, że mogłam spotkać ludzi, z którymi na co dzień, przez brak czasu, trudno jest się wybrać na kawę. Tu mogłam choć przez chwilę nacieszyć się ich obecnością. To było dla mnie najważniejsze. Dodatkowo urzekło mnie miejsce gdzie odbywało się spotkanie. Przemiła obsługa, zaangażowani właściciele, pyszna, gorąca kawa i wyśmienite jedzenie, sprawiły że trudno było wyjść. Oczywiście były też prezenty od sponsorów. Najbardziej uszczęśliwił mnie karnet na zajęcia Aktywna Mama w Body Perfect. Dziś byłam pierwszy raz z Wituliną na ćwiczeniach, z których wyszliśmy bardzo zadowoleni! Dziękuję Karolibu, Extremamie i Niszy za zorganizowanie wspaniałego eventu.





Lista sponsorów „Jestę blogerę”

wtorek, 18 marca 2014

Życie Toczy Się Swoim Rytmem

O tak. Wszytko kręci się jak w kołowrotku. Powoli opanowuję multizadaniowość. Jestem w tym coraz lepsza. Do pewnych rzeczy nadal przydałyby mi się cztery ręce, ale to kwestia czasu, prawda? Jakoś sobie radzę. Póki co jednak nie wyobrażam sobie jakby to było gdyby były bliźniaki, albo jak pojawi się drugie dziecko. Sama myśl o spacerze z psem i dwoma wózkami mnie przeraża. Mamy wielu dzieci jak Wy to robicie? Chwała Wam!

pinterest.com

sobota, 15 marca 2014

Mój Bluboch


Pamiętacie mój post MUST HAVE? Pisałam tam ochy i achy o nerce BLUBO. Moje marzenie się spełniło i mam moją własną, piękną i idealną nerkę BLUBO. Nareszcie klimat pozwala bym mogła ją swobodnie nosić. Bo do zimowych kurtek jakoś mi nie pasowała. Pierwsze wiosenne promienie słońca sprawiły, że wyjęłam ją z szafy. Na spacerze przypomniałam sobie,  jak bardzo jest wygodna, szczególnie podczas wędrówek z wózkiem. Mam wszystko przy sobie i na miejscu. Polecam wszystkim mamom. Tym ze starszymi dziećmi, za którymi trzeba cały czas biegać też :) Udanego weekendu!





piątek, 14 marca 2014

Bidulek

Nie mam weny do pisania. Zostawiłam dziś synka wieczorem. Poszłam dobrze się bawić, a on cierpiał i za mną tęsknił. Płakał długo i głośno, chciał się przytulić, a mnie nie było. Źle się z tym czuję. Bez odbioru. Idę patrzyć jak mój królewicz śpi...

poniedziałek, 10 marca 2014

Gil Po Pas

W domu panuje choroba. Rozprzestrzenia się w każdym zakamarku. Nawet ja, najbardziej odporny element w rodzinie, tym razem nie dałam rady. Parszywy wirus i mnie zaatakował. Efekt jest taki, że nic mi się nie chce. Problem jest w tym, że nie mogę  schować się pod kołdrą i narzekać jak mi źle, bo jest dzidziol, który wymaga uwagi niezależnie od stanu mojego zdrowia. Z tego tytułu jestem bardzo niepocieszona. Chce mi się spać, nos mnie boli od smarkania i  chciałabym, żeby raz na jakiś czas to ktoś zaopiekował się mną :) Nie no tak wogóle to nie jest źle. Dużo się dzieje i zawodowo i prywatnie. Taki stan rzeczy bardzo mnie cieszy. Gorzej z moim stanem ducha i ciała. Najbardziej przeraża mnie świadomość ile muszę zrobić, w momencie gdy tak bardzo nie mam na nic siły. Chyba dziś pozwolę sobie na odpoczynek. Mam nadzieję, że dzięki temu jutro obudzę się z podwójną dawką energii. Do napisania.

pinterest.com

środa, 5 marca 2014

wtorek, 4 marca 2014

niedziela, 2 marca 2014

Wegeburgery w Playschool

To było w piątek. To było wieczorem. Miałam wychodne. Wybrałam się razem z Emilką z E for Event do Playschool na Babski Piątek. Cykliczną imprezę o różnej tematyce. Tym razem gotowałyśmy. Ja nauczyłam się najwięcej, cały czas chowając się za aparatem. Te posypywanie przeze mnie bułek sezamem to fake. Naprawdę zrobiły to pracowite koleżanki. Ja się obijałam. No ale ktoś musiał uwiecznić tę zacną imprezę prawda?

Przewodniczkami w temacie wegeburgerów była Karolina z Co Pysznego i Gosia z Mlecznej Krowy. Spędziłam świetnie czas. Dziewczyny boskie, humory doskonałe, dobre wino i znakomite burgery sprawiły, że chcę jeszcze więcej i częściej wychodzić z domu i spotykać się z inspirującymi ludźmi.

Zobaczcie jak było. Dzięki dziewczyny za udany wieczór.




















sobota, 1 marca 2014

To nie maskotka!

Do wszystkich, którzy albo nie rozumieją albo udają, że nie rozumieją. Moja dziecko to nie maskotka. Jest kochany, cudowny i wyrozumiały, ale jego cierpliwość ma swoje granice. Jest małym człowiekiem. Żyje na tym świecie zaledwie 5 miesięcy i ma ograniczoną przyswajalność bodźców. Mój syn jest delikatny i wrażliwy. Zatem nie lubi przekładania z rąk do rąk co pięć minut, krzyku, zaczepiania podczas karmienia. Usilnych prób: "Do mnie się na pewno uśmiechnie" i robienia tych wszystkich dziwnych min, łapania za rączki, nóżki i brzuszek czy ciągłego gugania. Jak mu jest źle to się nie uśmiechnie i koniec. Jak ma dość wszystkich dookoła to chce bym go zabrała tam gdzie jest cicho i spokojnie, a nie wystawiała go na starcie z kolejnymi bodźcami. To chyba łatwe do przyswojenia, prawda? Ja matka mojego dziecka proszę tylko o uszanowanie woli małej istoty, która sama nie powie, że trochę za dużo się dzieje i nie pójdzie tam gdzie chce być. Zatem póki co moim obowiązkiem jest chronić go przed tym czego nie lubi. Więc wybaczcie mój ton, ale Wit i jego samopoczucie jest dla mnie najważniejsze...