środa, 23 października 2013

Niedzielny Spacer

Zapewne nie będę oryginalna mówiąc, że najbardziej lubię weekendy, kiedy możemy być wszyscy razem. Wtedy jestem spokojna, szczęśliwa i wypoczęta. Bo co cztery ręce przy dziedzicu, to nie dwie...

Udanej środy. Ja lecę do małego - właśnie się obudził. Buziaki !!!





piątek, 18 października 2013

MINIASTY po mamusi

... nic dodać nic ująć. Więcej słów nie trzeba. Zobaczcie sami. I'm in love!!!


czwartek, 17 października 2013

Short Must Have - PART IV

No to teraz jak synek jest już na świecie, chęć ubierania go najpiękniej jak potrafię jest jeszcze większa. Dlatego szukam elementów jego garderoby, które musimy mieć. Mam tylko problem z rozmiarami. Wiem, że bez sensu jest inwestować w rozmiar 56cm. Teraz mam dylemat co do 62/68 cm. Jak wy kupowałyście?

1 - kombinezon z uszami
2 - spodenki dresowe
3 - kombinezon zimowy (znaleziony dzięki TEKSTUALNEJ)
4 - bluza
5 - spodnie dresowe
6 - bluza z sową
7 - kura do karmienia

środa, 16 października 2013

Gdy mały śpi...

... tworzą się posty. Choć na początek robi się pranie, odkurzanie, ogarnianie domu. Nawet nie wiedziałam jak szybko można ustalić listę priorytetów ;) Prysznic zostawiam zazwyczaj na koniec i zazwyczaj jak właśnie odkręcam kurek mój syn się budzi. Ale na szczęście jest tata. Co my byśmy bez niego zrobili.

Udało się nam z tą złotą jesienią. Piękne słońce zachęca do spacerów, które służą zarówno mi jak i małemu. Ja wracam do ludzi, syn zaczyna poznawać świat.

Zgrywamy się - jesteśmy jak jedność. Doskonale wyczuwamy swoje nastroje. W sumie jesteśmy podobni: lubimy ciepło, jedzenie i drzemki o każdej porze dnia i nocy...

Kocham mojego syna miłością bezwarunkową.
I lubię nawet ten chaos, który mnie otacza. Zarówno fizyczny, jak i psychiczny. Ten namacalny, jak i ten tylko wyczuwalny podskórnie.

Wyjątkowe zmiany jakie przyszły do mojego świata - są dla mnie bardzo rozwojowe.
Samorealizacja się nakręca!!!

Witajcie pourywane myśli.
Dla wszystkich miłego dnia.




wtorek, 15 października 2013

Wróciliśmy

Oj działo się, działo. Poród nie odbył się według planu. Marzył mi się naturalny, bez znieczulenia, nacinania, itd. Zaczęliśmy o 10:00 rano 3 października. Po 8 godzinach prób przyszedł lekarz z zaleceniem cesarskiego cięcia, ze względu na brak postępu porodu. Były łzy, ból i rozczarowanie, że się nie udało naturalnie. Po chwili jednak ból stał się nie do zniesienia, więc szybko podjęliśmy decyzję. Niebawem leżałam już na stole operacyjnym. Podłączona do znieczulenia - poczułam się błogo, ból odszedł w niepamięć - na jego miejscu pojawił się lęk, jak to będzie wyglądało, jak poczuje się mój synek na tym świecie. Dreszcze całego ciała nie ustępowały. Patrząc w lampy nad stołem poczułam się jak w Dr.Housie albo w Lekarzach. Ze stresu zaczęłam śpiewać, albo raczej fałszować. Lekarze tylko krzyczeli głośniej, proszę śpiewać głośniej, bo nic nie słyszymy...

Wszystko poszło gładko. 15 minut i synek był na świecie. Powitał mnie donośnym płaczem. Pierwsze co zobaczyłam to pupa i przyrodzenie mojego chłopaka, choć co prawda bardziej interesowała mnie jego twarz. Ot lekarze uznali jednak, że wolę oglądać siusiaka!!! Pomijając ten fakt, wszyscy byli cudowni i podczas porodu i potem na oddziale. Szpital Wojewódzki - osobiście dla mnie - był bardzo dobrym wyborem. Ale jeszcze pewnie o tym, jak i o innych wrażeniach napiszę w następnych postach.  Podsumowując 3 października o 19:15 urodził się nasz syn: Wit Tadeusz, 55cm, 3850g i 10 punktów w skali Apgar. Witaj Maleńki!!!

Zdjęcia z 12.10.2013 - pierwsza wizyta u dziadków na wsi:



czwartek, 3 października 2013

Do napisania - RODZĘ!!!

Ten post piszę wcześniej. By już był gotowy kiedy się zacznie i na pewno nie będę miała głowy by się z Wami pożegnać. Wtedy tylko kliknę opublikuj i wyczekiwana informacja pójdzie w świat. Zatem dziś jest 05.09.2013 i jestem niezmiernie ciekawa, kiedy będzie ten dzień. Czy faktycznie trafimy idealnie w wyznaczony termin czyli 25.09.2013, a może się przeterminujemy? Osobiście mogłabym już urodzić - oprócz wina, mam bowiem ochotę na nową, dopasowaną parę jeansów, których w tej chwili po prostu nie mogę kupić! No nic wróćmy do dnia kiedy rodzę. Żegnam się z Wami czule. Spakowana i gotowa(?), z konkubentem pod pachą wyruszam do szpitala (na dzień dzisiejszy, jeszcze nie wiem którego :) Trzymajcie za nas kciuki i do napisania pewnie już po!!!

P.S. Nie mogę się doczekać, aż go zobaczę!!!